FELIETONY RECENZJE REPORTAŻE WIDEO WYWIADY AKTUALNOŚCI
WYWIAD
Ludzkie życie to niekończący się rozwój
Ola Jasińska
PODAJ
DALEJ

  • Ola Jasińska: Czym dla Pani jest rozwój?

     

    Pani Monika Lichańska-Walas: “Niekończącą się historią wzbogacania siebie, poznawania świata i siebie. Myślę, że jest to ocean, którego za życia nie jesteśmy w stanie przemierzyć.”

    Smutna historia kojarzy mi się z hasłem rozwój. Moja ukochana ciocia mając 76 lat, wyjechała do Australii do swojego syna. Mając tych 76 lat nauczyła się obsługi komputera i była dla mnie takim drogowskazem, że zdobywanie umiejętności nigdy się nie kończy. Była chora na raka, podczas jej śmierci, mimo obecnego smutku, widziałam, że są niezwykli ludzie, którzy do końca widzą postęp. Myślę, że wokół nas jest wiele rozpoznawalnych autorytetów, ale dla mnie to ona była niezwykłą postacią, bo malowała, pisała, była architektem, zwiedzała świat, uczyła się języków. Cały czas tworzyła - absolutnie inspirujące.

     

    O.J: Co Pani robi, aby się rozwijać?

     

    M.L-W: Przede wszystkim od wielu lat inwestuję w swoją kwestię zdrowotną przez aktywności sportowe. W trakcie pracy, w trakcie wychowywania dzieci nie miałam na to czasu albo może nie było to dla mnie takie ważne, ale w tej chwili zaczęłam jeździć na rowerze i to intensywnie, mój rekord to ponad 100km w 6 godzin, uwielbiam pływać, biegam na biegówkach, jeśli zima na to pozwala. Rekompensuje sobie ten czas, kiedy na to nie poświęcałam wolnych chwil. Ważniejszy wtedy był dla mnie czas z dziećmi, rodziną. To jest dopiero wierzchołek góry lodowej, pozostała część to jest literatura, muzyka, kino, film, książki, na które nieustająco nie mam czasu, to jest również niesamowita aktywność związana z postępem technologicznym - nie uciekam przed tym. Wszystko, co wiąże się z nowoczesnym sprzętem to ja w to wchodzę. Mam niezwykle cierpliwego męża, który mnie uczy, mniej cierpliwe dzieci, które też mnie uczą (śmiech). Myślę, że staram się nie odstawać od młodych nauczycieli, którzy mają z tym mniej problemu. Dla nich to jest zupełnie naturalne.

     

    O.J: Jakie są Pani pasje/zainteresowania?

     

    M.L-W: Zdecydowanie to jest aktywność sportowa, to jest to, co nazywa się szeroko pojętą kulturą. Zaniedbałam niestety kwestie koncertowe. Przez 10 lat naprawdę intensywnie jeździłam na koncerty cięższego gatunku muzyki, czyli rock progresywny, nawet gdzieś przewinął się heavy metal, ale jestem otwarta na każdą muzykę. To jest po prostu energia, która jest mi potrzebna właśnie z rocka, bo rock kojarzy mi się z dynamizmem, z rozwojem, z życiem. Jeszcze nie dojrzałam do muzyki klasycznej, aczkolwiek jestem bardzo wrażliwa i dużo tej muzyki słuchałam w liceum.

     

    O.J: Co doradziłaby Pani osobom, które pragną się rozwijać, ale nie wiedzą dokładnie od czego powinny zacząć?

     

    M.L-W: Pomagają tutaj na pewno przyjaciele. Oni są inspiracją, nawet jeśli nie mamy wśród nich osób, które pokażą nam nowe obszary to zmuśmy się do tego, żeby spróbować różnych rzeczy. Ja też próbowałam różnych rzeczy, bo trochę fotografowałam, chodziłam na jogę, ale to nie jest mój dynamizm. Mój dynamizm to szybki rower, długie pływanie i tworzenie, nawet w tych dniach strajku. Nie potrafię siedzieć, cały czas piszę, tworzę jakieś grafiki, żeby pozostała wizualizacja tego, co my przeżywamy w tych dniach.

     

    O.J: Zdarza się Pani odkładać różne rzeczy na później?

     

    M.L-W: Absolutnie nie. Mogę odkładać rzeczy, które nie dotyczą ludzi. Jeżeli jest to związane z drugim człowiekiem, czyli przykładowo oddawanie prac, klasówek, kartkówek czy matur, moje klasy świetnie wiedzą, że robiąc sprawdzian jednego dnia, dostają poprawione sprawdziany następnego dnia. Uważam, że to jest też sposób wyrażania szacunku dla drugiego człowieka. Staram się nie odkładać rzeczy na nie wiadomo kiedy.

     

    O.J: Co mogłaby Pani doradzić osobom, które mają tendencję odkładania rzeczy na później?

     

    M.L-W: “Nie zatruwaj swojego organizmu myślami o tym, że masz to jeszcze do zrobienia. Po prostu zrób to natychmiast i zajmij się następnym etapem swojego dnia”.

     

    O.J: Co skłoniło Panią do podjęcia się zawodu nauczyciela biologii?

     

    M.L-W: Tutaj pewnie was zaskoczę. Biologię bardzo lubiłam, jako przedmiot w szkole podstawowej. W liceum miałam tragicznego nauczyciela, właściwie nie tłumaczył, przedmiot realizował w sposób najmniej atrakcyjny, czyli dyktował notatki. Absolutnie nie myślałam o podjęciu takich studiów. Miałam myśli o architekturze, chodziłam na lekcje rysunku. Potem wymyśliłam sobie taki kierunek jak oceanografia. Pojechałam do Gdyni, ale niestety na tym etapie, jako człowiek małej wiary we własne możliwości, kiedy zobaczyłam, że jest 30 osób na miejsce to pomyślałam: gdzie ja tutaj... niemożliwe. A gdzieś od małego człowieczka chodziła za mną edukacja, bo moja mama jest nauczycielką i w szkole spędzałam dosyć dużo czasu, przychodząc do jej pracy. Mam w sobie duszę społecznika, bo od zawsze pracowałam na rzecz szkoły, byłam przewodniczącą klasy, przewodniczącą jakiś grup i aktywnie pracowałam w harcerstwie. Pomyślałam, że nie mogę usiąść za biurkiem, muszę pracować z ludźmi. A młodzi ludzie? Nie ma piękniejszej energii. Nie ma piękniejszego zawodu, bo móc obserwować, jak człowiek na przestrzeni 3 lub 4 lat się zmienia i jak można zostawić swój ślad w danej osobie... To jest chyba najfajniejsze.

     

    O.J: Co lub kto Panią inspiruje?

     

    M.L-W: Chyba największą inspiracją są dla mnie moi najbliżsi. Zyskałam w swoich dzieciach przyjaciół i nie mogę powiedzieć, że to są osoby, które nie mają na mnie wpływu, jako na dorosłego człowieka, w sensie właśnie rozwoju. Oni dostarczają mi bodźców w różnych obszarach życia do tego, żeby nie być nudną osobą. Jest dużo wartości płynących od nich. Poza tym wydaje mi się, że mam to szczęście, że dookoła siebie mam naprawdę fajnych ludzi. Jedni przychodzą, drudzy odchodzą. Różnie jest z tymi znajomymi, przyjaciółmi, ale wydaje mi się, że dobra energia przyciąga dobrą energię. Moim guru jest moja druga połówka. Przeciwieństwo mojej osoby, czyli siła spokoju, mimo to daje mi podskakiwać z moim dynamizmem, ale fajnie mi w tym towarzyszy. Mogę rzucać nazwiskami z muzyki, literatury, polityki, bo to też nie jest obszar mi obojętny i staram się czerpać od wszystkich.

     

    Widźmy tylko to, co jest w ludziach pozytywnego, nawet w tych, z którymi jest nam nie po drodze.

    Ola Jasińska

    Humanistka, miłośniczka muzyki, sztuki, literatury i oczywiście herbaty. W wolnych chwilach stara się zgłębiać tajniki filozofii i próbować swych sił w teatrze. 

    ZOBACZ WIĘCEJ

    Niezależny portal społeczności
    I LO im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie