FELIETONY RECENZJE REPORTAŻE WIDEO WYWIADY AKTUALNOŚCI
FELIETON
Gdzie kończy się inspiracja a zaczyna plagiat?
Paulina Massopust
PODAJ
DALEJ

  • Bardzo często mówi się, że w muzyce wymyślono już wszystko i nic nowego nie może być stworzone. Usprawiedliwia się tym wszelkie podobieństwa pomiędzy utworami oraz tłumaczy... plagiaty. Jak to w końcu jest z tym plagiatem? Śmiało używamy tego określenia, kiedy tylko usłyszymy znajomą nutę w piosence. Dziś spróbujemy trochę przybliżyć sobie ten temat.

     

    Słowo plagiat pochodzi od łacińskiego słowa plagium, czyli kradzież, jest to więc dość mocne oskarżenie. O plagiacie mówi się, kiedy dojdzie do naruszenia prawa do autorstwa utworu. Przykładem może być podanie się za autora czyjegoś utworu czy wykorzystanie fragmentu melodii, przypisując ją sobie. Wiemy już, czym jest plagiat. Wrócimy do niego w dalszej części artykułu, skupmy się teraz na innych formach „zapożyczeń”.

     

    Ważnym terminem w muzyce jest cover, czyli nowa aranżacja bądź interpretacja utworu wykonywana przez artystę, który nie jest jego pierwotnym wykonawcą. By cover nie był plagiatem, należy wskazać autora. Jest to bardzo popularna forma wśród początkujących muzyków, w szczególności tych, którzy umieszczają swoje wykonania w sieci, np. na YouTube, żeby znaleźć słuchaczy i móc się rozwinąć. Warto jednak pamiętać, że nie tylko oni wykonują covery, a również wielu innych, znanych artystów. Wydaje mi się, że wszyscy znają utwór I Love Rock’n’Roll w wykonaniu Joan Jett & The Blackhearts. Mało kto zna jednak oryginał, czyli wersję zespołu The Arrows oraz Alana Merrilla. Podobnie stało się w przypadku Nirvany oraz utworu The Man Who Sold The World należącego do Davida Bowiego. Była to piosenka bliska sercu Kurta Cobaina, który wraz z zespołem wykonał ją na koncercie MTV Unplugged, następnie wydana jako singiel. The Man Who Sold The World w aranżacji Nirvany bardzo przypadła do gustu słuchaczom, którzy nie wiedzieli jednak, czyj to utwór. Sam David Bowie pochwalił wykonanie Nirvany, natomiast mniej pozytywnie nastawiony był do nieświadomych pochodzenia utworu słuchaczy..

     

    Fani hip-hopu na pewno wiedzą, co będzie następne. Chodzi bowiem o sampling, który dał początek właśnie temu gatunkowi. Sampel (lub sample) to fragment ze starego utworu wykorzystany do stworzenia nowego. Prawnie ciężko jest określić, czy jest to kradzież, czy nie. Zazwyczaj każdy przypadek sądzony jest indywidualnie, jednak wielu artystów dla spokoju dopisuje oryginalnego właściciela do współautorów utworu. Są dwie strony – jedna uważa, że sampling działa w sferze prawa cytatu, druga natomiast, że jest to kradzież (a naruszyć można wtedy uprawnienia aż trzech podmiotów autorskich: twórcy utworu, artysty wykonującego utwór oraz wytwórni płytowej, która ów utwór wydała). Można się spierać, czy sampling to na pewno forma artyzmu, skoro działa, wykorzystując czyjąś własność, a nie pozwala nam na kreatywność i stworzenie czegoś swojego. Z drugiej strony jest urozmaiceniem, pewnym dodatkiem do naszej pracy i czasem umożliwia powstanie czegoś nowego, wcześniej niespotykanego, tak, jak miało to miejsce w przypadku hip-hopu. Jednymi z najpopularniejszych sampli są m.in. słynne „Yeah, Whooo!” z utworu Think Lyn Collins oraz melodia z utworu Shape of My Heart Stinga, która wykorzystana została w aż 32 nowych piosenkach!

     

    Wróćmy teraz do początków naszego tematu. Poznaliśmy już dwie inne, popularne formy wykorzystywania czyjegoś dzieła, dzięki czemu łatwiej nam odróżnić je od plagiatu. Jak zatem rozpoznać ten plagiat, o którym tyle się mówi?

     

    Przywłaszczenie sobie całego utworu bądź jego części może być plagiatem. Kradzież myśli muzycznej to również plagiat. Warto pamiętać, że taka batalia w sądzie oznacza dla artystów ogromne pieniądze, dlatego tak często rzucają oskarżenia, jeśli są one choć trochę uzasadnione.

     

    Za piosenkę Blurred Lines Robin Thicke musiał zapłacić siedem milionów i czterysta tysięcy dolarów odszkodowania rodzinie Marvina Gaye’a, gdyż utwór został uznany za plagiat Got to Give It Up. Taka historia miała miejsce również w Polsce i choć dla nas może wydawać się dość zabawna, to z pewnością zespołu Ich Troje tak bardzo nie ubawiła. W 1998 roku wystąpili oni w Zakładzie Karnym w Potulicach, gdzie dostali od jednego z więźniów maszynopis z wierszami i aforyzmami. Trzy lata później w radiu usłyszeć można było utwór Jeanny, który zawierał fragmenty tekstów z maszynopisu. Zespół Ich Troje musiał zapłacić siedemdziesiąt tysięcy złotych odszkodowania, wystosować publiczne przeprosiny, a także zniszczyć płyty, na których znalazła się Jeanny. Utwór nie mógł być także grany na koncertach.

     

    „VII: Nie kradnij” to idealne podsumowanie zjawiska plagiatu. Ponieść można spore koszta, a łatki „plagiaciarza” nie jest łatwo się pozbyć. Inspiracja? Tylko z głową.

    Paulina Massopust

    Chociaż wiecznie narzeka na brak czasu, zawsze znajduje go dla rodziny i przyjaciół. Uwielbia pisać i robić głupie miny. Interesuje się mediami, dziennikarstwem i muzyką. Jest największą fanką programu Gogglebox oraz Wyspy Totalnej Porażki.

    ZOBACZ WIĘCEJ

    Niezależny portal społeczności
    I LO im. Juliusza Słowackiego w Częstochowie